piątek, 5 lipca 2013

u Wujka,czyli w Ojisanie

Był fajny post. Ale został zjedzony przez niewdzięczny internet,więc postaram się napisać od początku,chociaż oczywiście jest to ostatnia rzecz,którą powinnam teraz robić ;) Za trzy dni będę się starała uzyskać wyższe wykształcenie,tym samym powinnam siedzieć i się uczyć,taa :)
 Zacznę od przedstawienia nie całkiem nowego miejsca na gastronomicznej mapie Poznania,Ojisan (niegdyś "milk") Baru. Ojisan mieścił się na ulicy Szewskiej,po czym zniknął akurat wtedy,kiedy chciałam go odwiedzić. Dopiero koleżanka powiedziała mi,że ostatnio jadła dobre tofu i to właśnie w nowym Ojisanie.Restauracja ta mieści się na ul. 27 grudnia 9 w bramie i można ją znaleźć wypatrując białego banneru. Prowadzona przez Azjatów, nie jest miejscem stricte wegańskim ani nawet wegetariańskim. ALE (i tu pora na historyjkę). Kiedy postanowiliśmy z I. pójść coś zjeść na mieście,pomyślałam sobie,czemu by nie zajrzeć do Ojisanu?
To dwupiętrowy lokal ze sporym ogródkiem,z którego można podziwiać piękne,odrapane,poznańskie kamienice ;) W Ojisanie nie ma menu. Mówisz,co chcesz zjeść,czy ma być to ostre,łagodne,w wersji wege czy vegan. Zapytani o to,co byśmy chcieli zjeść,powiedzieliśmy,że cokolwiek wegańskiego. Rico, który jest tam kucharzem okazał się być zorientowanym człowiekiem i z radością oznajmił,że jego siostra jest weganką i robi jej jedzenie na osobnym woku,oleju itd, itp. Takie same zasady panują też w restauracji,w której pracuje :) Zaproponował nam tofu z ryżem,bo wg niego,to ryż najlepiej pasuje do tofu. Jednak to nie ryż jest hitem Ojisanu,a noodle. Ręcznie robiony makaron z sosem,kiełkami fasoli mung albo odrobiną warzyw naprawdę robi robotę! Jedzenie w Ojisanie jest robione "na widoku",parter to bar i kilka barowych krzesełek,a piętro stanowi antresola z czterema stolikami,plus wcześniej wspomniany ogródek.Także miejsca jest sporo. Po 15-20 minutach dostaliśmy dużą porcję tofu z warzywami, ryż i noodle <3 Ojisan jest elastyczny- chcieliśmy zjeść zupę. A zupy nie było. To jednak nie problem,bo po chwili dostaliśmy bulion z tofu i kapustą.Szybka zupa w sam raz do popicia ostrego tofu,które ani nie wypala wnętrzności,ani nie jest za słone-jednym słowem,jedno z lepszych,jakie miałam okazję jeść. W Ojisanie kręci się wielu Azjatów (jest to z pewnością miejsce spotkań społeczności chinskiej,koreańskiej).Pracują tam też dwie panie,które uczą się języka polskiego i proszą,aby składać zamówienia właśnie po polsku :) Z Paniami jest się ciężej dogadać,niż z Rico,który pomimo tego,że urodził się w Chinach,to mieszkał w Stanach i operuje świetnym angielskim. Dwie ciekawostki odnośnie najlepszej w Poznaniu miejscówy z tofu-do "zjadania" dostajesz zestaw tradycyjny, (europejski ;), czyli nóż i widelec,oraz tradycyjny w rozumieniu azjatyckim-czyli pałeczki. Od Ciebie zależy,czym będziesz operować spożywając swój obiad ;) Dodam tylko,że te pałeczki nie są jednorazowymi,ale lakierowanymi i zdobionymi,a tym samym ciężej jest nimi operować. Druga ciekawostka-do Ojisanu możesz wejść z własnym piciem.Czekam,aż zaczną podawać tradycyjne piwo albo herbaty :)
Rico podchwyciwszy temat weganizmu,powiedział,że planuje w niedziele lub soboty robić tylko i wyłącznie wegańskie wyżerki,na zasadach podobnych,jak te panujące przy naszych wegańskich,chuligańskich lunchach. Nie mogę się tego doczekać i z pewnością poinformuję,jak ten plan dojdzie już do skutku :) A jest na co czekać,bo Ojisan (czyli wujek), ma w swoich szeregach kucharza, który pracował niegdyś w wegańskiej restauracji i potrafi zrobić tofu na wieeele sposobów.
Aaa. Wybierając się do Wujka,przygotujcie się na wydatek rzędu 25 złotych za tofu z warzywami i noodlami/ryżem. Porcje są solidne i to dobrze wydane 25 PLNów,polecam :)



                                                            zupka i super łyżka <3

1 komentarz: